Reklama
Reklama

Rzecz o braterstwie, poświęceniu i bohaterstwie

Rock opera „Obrona Płocka 1920” to poruszające widowisko muzyczno-teatralne o zwykłych ludziach i o żołnierzach, którzy walczyli ramię w ramię o wolność ukochanego miasta.
Rzecz o braterstwie, poświęceniu i bohaterstwie

Autor: Tv Mazowsze

Libretto rock opery „Obrona Płocka 1920” opiera się na na autentycznych dziennikach i relacjach uczestników wydarzeń z 18 i 19 sierpnia 1920 roku. Mariusz Pogonowski, który jest autorem libretta i reżyserem w jednej osobie, opierał się również na książkach dr. Grzegorza Gołębiewskiego, znanego płockiego historyka, który starciom z bolszewikami poświęcił kilka swoich książek.
Mariusz Pogonowski jako librecista nie silił się na żadne zabiegi formalne, których celem miałoby być komplikowanie akcji scenicznej, wprowadzanie wielowątkowości itp. Podjął jedynie w tym wypadku słuszną decyzję, że siła przekazu tkwić powinna w jego prostocie, a wydarzenia należy pokazywać chronologicznie.
Akcja zaczyna się więc jeszcze przed początkiem działań wojskowych w Płocku i jego najbliższej okolicy, gdy generał Władysław Sikorski wyraża przekonanie, że bolszewicy nie zdecydują się zaatakować miasta. Bardzo szybko okaże się, jak bardzo się mylił…
Obok tych, którzy chwytają za broń i chcą walczyć z najeźdźcą, są i tacy, którzy usiłują przedostać się przez most i na drugim brzegu Wisły szukać drogi ucieczki. Na drodze staje im jednak szesnastoletnia Janina Landsberg-Śmieciuszewska, która chwyta porzucony karabin i swoją niezłomną postawą podrywa do walki tych, którzy byli o krok, by stać się dezerterami.
Librecista przywołał w swoim dziele pamięć jeszcze jednej niezwykłej kobiety – Marceliny Rościszewskiej, która zmobilizowała Służbę Narodową Kobiet Polskich do pomocy walczącym i pomocy rannym. Legendarna Komendantka została odznaczona Krzyżem Walecznych przez samego marszałka Józefa Piłsudskiego. Tego jednak na deskach teatru nie zobaczyliśmy, ponieważ ramy czasowe spektaklu zamykają się na wypchnięciu Rosjan z Płocka.
Dobre libretto potrzebuje równie dobrej muzyki. W tym przypadku na wysokości zadania stanął Krzysztof Misiak. Stworzona przez niego muzyka „komentowała” wydarzenia na scenie, budując napięcie, tworząc emocje. Oddawała dramatyzm najcięższych chwil, gotowość do walki, heroizm, poświęcenie, braterstwo. To nie były lekkie, łatwe i przyjemne „kawałki”. To były drapieżne, ciężkie songi opowiadające ponurą wojenną rzeczywistość i poruszające serca widowni, wywołująca dreszcze emocji.
Genialnie wypadli aktorzy Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku, równie dobrze radzący sobie również w partiach wokalnych: Piotr Bała, Julia Chętkowska,, Bogumił Karbowski, Szymon Kołodziejczyk, Maja Rybicka, Magdalena Tomaszewska, Marek Walczak, Julian Pogonowski oraz Adam Gradowski. Kreacja tego ostatniego miała wymiar szczególny.  Antolek Gradowski najmłodszy z obrońców Płocka, był bratem jego pradziadka. 
Wokalnego wsparcia aktorom udzielili również doskonali wokaliści: Sylwia Danieluk, Paweł Pilichowicz, Łukasz Grodzki, Tomasz Jeżewski, Klaudia Jaroszewska, Monika Mulska, oraz Anna Strzemieczna oraz (w finale) Chór Vox Singers działający pod kierunkiem Roberta Majewskiego przy Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki.
Płocką Orkiestrę Symfoniczną im Witolda Lutosławskiego, którą prowadził tym razem Marek Wroniszewski, wsparł zespół muzyczny, który tworzyli: Mieczysław Grubiak (saksofon), Dariusz Petera (instrumenty klawiszowe), Jakub Krawczyk (perkusja), Krzysztof Misiak (gitara), Dariusz Świtalski (bas).
Kiedy wybrzmiały już ostatnie takty muzyki, gdy wybrzmiały ostatnie słowa, publiczność nagrodziła artystów w pełni zasłużoną owacją na stojąco. Nie były to jednak frenetyczne oklaski. Raczej wyrażone brawa, w których dało się wyczuć szacunek nie tylko dla doskonałych artystów, ale i dla bohaterów sprzed 96 lat, dzięki którym Płock oparł się bolszewickiej nawałnicy.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama