Płoccy miłośnicy muzyki, którzy salę koncertową Państwowej Szkoły Muzycznej w Płocku wypełnili do ostatniego miejsca, na pewno nie żałowali swojej decyzji. Pierwsza część koncertu poświęcona była zarzueli, czyli muzyczno-dramatycznej formie charakterystycznej dla Hiszpanii, która łączy w sobie śpiew, dialogi mówione i taniec. Wywodzi się z XVII-wiecznego Madrytu, a sama nazwa pochodzi od Palacio de la Zarzuela, gdzie wystawiano pierwsze spektakle. Zarzuela prezentowana jest w dwóch formach: nieco poważniejszej trzyaktowej, określanej jako grande lub lekkiej, jednoaktowej określanej jako género chico lub zarzuelita.
Co ciekawe, nazwa zarzuela odnosi się również do bogatego katalońskiego gulaszu z ryb i owoców morza. Jego podstawowe składniki to różnorodne ryby i owoce morza (mule, krewetki) gotowane w sosie pomidorowym, często z dodatkiem migdałów (sos picada), boczku i chorizo. Można powiedzieć, że swoisty muzyczny gulasz zaproponowali nam tym razem płoccy symfonicy.
Kompozytorzy, których muzyki słuchaliśmy w piątkowy wieczór, to absolutna czołówka hiszpańskiej zarzueli. Federico Chueca uważany jest za ojca genero chico,
O twórczości Pablo Luny mówi się, że jest znaczącym elementem hiszpańskiej kultury muzycznej pierwszej połowy XX wieku. Gerónimo Giménez był nie tylko doskonałym kompozytorem, który stworzył ponad 60 zarzuel, ale również genialnym dyrygentem. Preludia do „El tambor de granaderos” i „La revoltosa” Ruperto Chapíego, które w wykonaniu płockich symfoników zabrzmiały cudownie świeżo, często grywane są jako dzieła samodzielne.
Druga część koncertu, w której przenieśliśmy się do Ameryki, rozpoczęła się od „Uwertury kubańskiej”, której kompozytorem jest George Gershwin, nie bez racji uważany za muzyczny symbol swojego kontynentu.
„Huapango” skomponowany w 1941 roku przez José Pablo Moncayo to barwna suita orkiestrowa, która opiera się na tradycyjnych melodiach ludowych z regionu Veracruz. Kompozytor wspaniale połączył klasyczne brzmienie symfoniczne z meksykańskim folklorem, dzięki czemu jego dzieło stało się symbolem tożsamości narodowej i radosnego ducha kraju. Zyskało wręcz rangę drugiego hymnu Meksyku.
Za pulpitem dyrygenckim stanął tym razem Ruben Silva, polski dyrygent boliwijskiego pochodzenia określany jako jeden z najwybitniejszych muzyków swojego pokolenia. Debiutował w kraju swego urodzenia, prowadząc Narodową Orkiestrę Symfoniczną Boliwii. Studiował w Akademii Muzycznej F. Chopina w Warszawie jako stypendysta rządu polskiego. Chociaż mieszka w Polsce od lat i posiada polskie obywatelstwo, pozostała w nim latynoska dusza, co dało się zauważyć również podczas piątkowego koncertu.
Napisz komentarz
Komentarze