– Przed nami najciekawsza część sezonu. Z niecierpliwością czekamy na rywalizację ze Sportingiem. Chcemy pokazać, do czego jesteśmy zdolni i jak potrafimy grać – mówił Sergei Kosorotov, rozgrywający Orlen Wisły Płock przed pierwszym meczem ćwierćfinału EHF Ligi Mistrzów.
Sporting CP to jedna z najbardziej utytułowanych drużyn portugalskiej piłki ręcznej, która coraz bardziej liczy się na europejskich parkietach. Ich najlepszy dotychczas wynik to awans do ćwierćfinału EHF Champions League w sezonie 2024/2025.
Większość graczy Sportingu pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, a największymi gwiazdami są występujący w reprezentacji Portugalii bracia Francisco Costa i Martim Costa oraz Salvador Salvador.
Nafciarze ze Sportingiem grali do tej pory cztery razy. Dwukrotnie górą była ekipa z Portugalii, raz wygrali niebiesko-biało-niebiescy, a jeden mecz zakończył się remisem.
Po pięciu minutach gry Orlen Wisła mogła cieszyć się z jednobramkowego prowadzenia. Później jednak powody do radości mieli już tylko miejscowi, którzy zdobyli kolejne trzy gole, dzięki czemu to oni mieli dwie bramki przewagi. Później było już tylko gorzej. Miejscowi z dziecinną wręcz łatwością mijali płocką defensywę, zdobywając bramki z każdej możliwej pozycji. Orlen Wisła tymczasem miała w tym elemencie gry poważne problemy.
Przed meczem w Lizbonie wiadome było, że aby walczyć o rezultat, który da nadzieję na awans do ćwierćfinału EHF CL, nafciarze muszą zagrać tak, jak grali z PSG Handball. Tymczasem podopieczni trenera Xaviego Sabate przypominali raczej zespół, który wysoko przegrał u siebie z Barcą.
Jeżeli ktokolwiek liczył na zmianę obrazu gry po przerwie, początkowo został sprowadzony na ziemię. Gospodarze grali jak z nut, a Orlen Wisła nie miała żadnego pomysłu na rozgrywanie swoich akcji. Po sześciu minutach Sporting prowadził już różnicą dziesięciu bramek i wydawało się, że może być już tylko gorzej, a mecz rewanżowy okaże się wyłącznie formalnością.
Tymczasem stało się coś wręcz niewyobrażalnego. Nafciarze ruszyli do odrabiania strat, co czynili powoli, lecz systematycznie. Niesamowicie na skrzydłach spisywali się Michał Daszek i Przemysław Krajewski. Dużo lepiej funkcjonowała płocka defensywa, swoje trzy grosze w bramce dokładał Tornbjoern Bergerud.
Nafciarze przegrali ostatecznie różnicą czterech bramek, która daje całkiem realne nadzieje na pokonanie Sportingu i awans do ćwierćfinału EHF Ligi Mistrzów. Tym razem jednak całe 60 minut nafciarze muszą grać tak, jak grali z PSG.
Sporting Lizbona - Orlen Wisła Płock 22:29 (19:10)
Sporting: Kristensen, Aly Abdelmotaleb Aly – Silva 1, Berlin, Álvarez Dominguez 1, F. Costa 10, Gurri 3, Martínez, Salvador 3, Þorkelsson 6, Gassama, Branquinho, Monteiro, Moga, M. Costa 9, Romero
Orlen Wisła: Bergerud, Alilović – Daszek 4, Janc 3, Serdio 3, Šušnja, Samoila, Richardson 5, Zarabec 3, Fazekas 4, Krajewski 5, Dawydzik, Mihić 1, Ilić 1, Kosorotov
Napisz komentarz
Komentarze