Reklama
Reklama

Wygrana na osłodę

Nafciarze po pełnym emocji i niewykorzystanych sytuacji meczu ze Sportingiem Lizbona pożegnali się z tegoroczną edycją EHF Ligi Mistrzów. Orlen Wisła wygrała 28:27, ale awans wywalczyli goście.
Wygrana na osłodę

Autor: Tv Mazowsze

W 2023 roku Orlen Wisła Płock po raz pierwszy w swojej historii grała w ćwierćfinałach EHF Ligi Mistrzów. Aby się w nich znaleźć, musiała wygrać dwumecz z HBC Nantes. Spotkanie w Płocku zakończyło się remisem 32:32 i w rewanżu faworytem byli gospodarze, którzy do przerwy prowadzili już 14:11. Wydawało się, że francuska ekipa kontroluje przebieg wydarzeń na placu gry, jednak w drugiej odsłonie nafciarze wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności, doprowadzając do remisu 25:25. W rzutach karnych minimalnie lepsza okazała się ekipa z Płocka, która w dramatycznych okolicznościach wywalczyła sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Ponad pięć tysięcy kibiców, którzy w czwartkowy wieczór wypełnili Orlen Arenę, miało pewność, że historia sprzed lat może się powtórzyć. Może jedynie z tą różnicą, że tym razem awans miał być wywalczony bez konieczności rozgrywania serii rzutów karnych.
Aby marzyć o awansie, nafciarze musieli odrobić czterobramkową stratę z Lizbony. Tymczasem po dziewięciu minutach niebiesko-biało-niebiescy przegrywali już 2:5 i niewiele wskazywało na to, że sytuacja może radykalnie odwrócić się na ich korzyść. Wiele do życzenia pozostawiała nasza gra defensywna. Ataki także dalekie były od doskonałości.
Trener Xavi Sabate zdecydował się na całkowitą wymianę drugiej linii. Miejsce Melvyna Richardsona, Gergo Fazekasa i Mitji Janca zajęli Zoran Ilić, Miha Zarabec i Sergei Kosorotov. Na kole w miejsce Abela Serdio zameldował się Dawid Dawydzik.
Niespełna dziesięć minut do końca nafciarze mieli trzy bramki straty i... trzy niewykorzystane rzuty karne. Pięć minut przed końcem pierwszej połowy na świetlnej tablicy pojawił się remis 10:10. A kiedy rozbrzmiała syrena oznajmiająca, że minęło 30 minut gry, nafciarze prowadzili 13:11. To, co działo się na parkiecie, pokazało, że obie drużyny są absolutnie nieobliczalne, a wytypowanie końcowego rezultatu jest równie ciężkie jak wygranie pełnej puli w Euro Jackpocie.

Niespełna trzy minuty po rozpoczęciu drugiej połowy nafciarze prowadzili różnicą trzech bramek i byli w posiadaniu piłki. Niestety od błędu technicznego w tej akcji zaczęły się problemy gospodarzy. Sporting zdobył cztery gole z rzędu, dzięki czemu wyszedł na jednobramkowe prowadzenie. Reakcja trenera Xaviego Sabate była natychmiastowa. Po 60 sekundach rozmowy ze szkoleniowcem nafciarze znowu zaczęli grać swoje w ataku. Do pełni szczęścia brakowało tylko dobrej, szczelnej defensywy.
Kwadrans przed końcem meczu po długiej videoweryfikacji sędziowie przyznali Orlen Wiśle rzut karny i odesłali na ławkę kar Christiana Mogę. Oznaczało to, że filar lizbońskiej defensywy nie pojawi się już na placu gry, ponieważ w pierwszej połowie był karany już dwukrotnie.
Niestety po raz kolejny w tym spotkaniu zamiast cieszyć się z budowanego systematycznie prowadzenia kibice załamywali się, bo to goście przejęli inicjatywę i doprowadzili do remisu.
Ostatecznie Orlen Wisła wygrała jedną bramką, ale to goście cieszyli się z awansu
 

Orlen Wisła Płock – Sporting Lizbona 28:27 (13:11)
Orlen Wisła: Bergerud, Alilovic – Daszek, Janc 3, Serdio 1, Šušnja, Samoila, Richardson 4, Zarabec 1, Fazekas 4, Krajewski 3, Dawydzik 2, Mihić, Ilić 3, Szita, Kosorotov 7
Sporting: Kristensen, Aly Abdelmotaleb Silva Oliveira 2, Berlin, Álvarez Dominguez, F. Costa 8, Suárez, Gurri 1, Martínez Camí García, Salvador 5, Þorkelsson 1, Gassama Cissokho 2, Branquinho, Moga, M. Costa 7, Romero 1


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama