Patrycja Grecka, Anna Wandtke, Roby Lakatos, Nigel Kennedy, Bogdan Kierejsza, Michał Jelonek i Andrzej Czapliński to artyści, którzy potrafią ze skrzypcami zrobić wszystko, a nawet więcej. Co ich łączy? Perfekcja oraz wirtuozeria, które sprawiają, że w swoich występach potrafią wychodzić bardzo daleko poza kanon „zwyczajnej” gry na skrzypcach. Umiejętność czarowania publiczności wszystkim, co robi się na scenie. Skupienie uwagi na nie tylko na sobie, ale również – a może przede wszystkim – na muzyce, którą się wykonuje i niezwykłej ekspresji, którą niesie w sobie.
Muzyka, którą wykonuje formacja Klezmafour jest absolutnie niezwykła. Muzycy urodzeni w Lublinie, Białymstoku i Warszawie mówią o sobie, że ich twórczość to łączy w sobie to wszystko, co najpiękniejsze nie tylko w tych miastach, ale również w całej przestrzeni pomiędzy nimi z bardzo mocnym naciskiem na muzykę klezmerską. Nie można jednak nie dostrzec w działaniach zespołu również niezliczonych inspiracji muzyką bałkańską, turecką, a nawet arabską. Słuchanie Klezmafoura jest jak potężny zastrzyk dopaminy, na który nie jest potrzebna recepta.
Andrzej Czapliński jest zwierzęciem scenicznym, które doskonale wie, jak wchodzić w interakcje z widownią, zachęcając ją do wspólnej zabawy. Pomagają mu w tym jego muzyczni przyjaciele: Wojciech Czapliński (klarnet), Rafał Grząka (akordeon), Kamil Siciak (perkusja) oraz Gabriel Tomczuk (kontrabas, moog). Każdy z nich jest absolwentem Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie i każdy doskonale potrafi swoje klasyczne wykształcenie muzyczne wykorzystać do tworzenia dźwięków, które na długo pozostają w pamięci słuchaczy.
Przekonali się o tym płoccy melomani, którzy od muzyków Klezmafoura dowiedzieli się, że „swoich” symfoników powinni nazywać KOCHANĄ ORKIESTRĄ.
Napisz komentarz
Komentarze