Oczywiście porażki są nieodłączną częścią sportu. Można więc przegrać, ale pozostawić po sobie dobre wrażenie. Jeśli jednak zespół przez cały sezon gra na bardzo wysokim poziomie, ale w jego finale kompletnie zawodzi, trudno znaleźć na to jakiekolwiek sensowne wytłumaczenie.
Podobnie jak w Płocku, również i tym razem Kielczanie od początku spotkania postawili swoje warunki i przez 60 minut utrzymali pełną kontrolę nad wydarzeniami na placu gry.
Chociaż czerwoną kartką bardzo szybko ukarany został Benoit Konkourd, nie miało to żadnego znaczenia na jakość gry miejscowych, którzy dawno nie byli aż tak zmotywowani. Najbardziej bolesny jest fakt, że porażka różnicą dziewięciu bramek wydaje się najniższym wymiarem kary.
Po bolesnym doświadczeniu w dwumeczu ze Sportingiem Lizbona przyszło jeszcze boleśniejsze rozczarowanie w konfrontacji z odwiecznym rywalem na krajowym podwórku. Szczególnie bolesny jest fakt, że dominacja zespołu z Kielc nie była aż tak mocno widoczna w żadnym z trzynastu sezonów, gdy nafciarze zadowalać się musieli srebrnymi medalami.
Trudno mówić o tym, że wywalczenie Pucharu Polski osładza gorycz porażki. Należy natomiast mocno zastanowić się nad tym, co zrobić, aby nigdy więcej nie przydarzyła nam się taka masakra.
Industria Kielce – Orlen Wisła Płock 36:27 (18:14)
Industria: Ferlin, Morawski – A. Dujshebaev 10, Jarosiewicz 6, D. Dujshebaev, 4, Sićko 3, Vlah 2, Karalek 2, Nahi 2, Maqueda 2, Olejniczak 2, Jędraszczyk 2, Moryto 1, Kounkud 1, Monar, Rogulski
Orlen Wisła: Bergerud, Alilović, Borucki – Daszek 3, Janc 1, Serdio 5, Susnja, Samoila 1, Richardson 1, Fazekas 4, Krajewski 1, Dawydzik 3, Mihić, Szita 3, Kosorotov 5
Napisz komentarz
Komentarze