Zespoły, z którymi zmierzyła się Jutrzenka, od lat występują na poziomie Ligi Centralnej. Pierwsze zderzenie z nimi okazało się dla naszego zespołu dosyć bolesne i wyraźnie pokazało różnicę dzielącą pierwszą ligę od superligowego zaplecza.
Swój udział w turnieju Jutrzenka zaczęła od pojedynku z KS Handball Warszawa, który początkowo był stosunkowo wyrównany. Z czasem jednak stołeczna ekipa zaczęła budować swoją przewagę, wykorzystując bezlitośnie każdy błąd Płocczanek. Z czasem udało się wprawdzie ograniczyć liczbę błędów, jednak problemem stała się wówczas słaba skuteczność. Zespół z Warszawy wygrał różnicą ośmiu bramek. Być może rozmiary porażki mogłyby być trochę niższe, trzeba jednak uczciwie przyznać, że wygrała drużyna, która była wyraźnie lepsza.
Spotkanie ze szczecińską Pogonią pokazało, że podopieczne trenera Marcina Krysiaka potrafią, wespół ze swoim szkoleniowcem, szybko analizować sytuację i wyciągać odpowiednie wnioski. Tym razem Jutrzenka była bardziej zdeterminowana, odważniejsza i mocniejsza w defensywie. I tym razem jednak o końcowym wyniku zdecydowały detale, a konkretnie – kilka prostych błędów popełnionych w końcówce pierwszej połowy.
Po dwóch porażkach zespół z Płocka walczył o piąte miejsce w końcowej klasyfikacji turnieju. SPR Olkusz postawił bardzo trudne warunki, ale tym razem ekipa trenera Marcina Krysiaka znalazła sposób na odniesienie zwycięstwa. Kluczem okazała się – poza doskonałą defensywą – gra ze skrzydłowymi, które pokazały pełnię swoich umiejętności.
– Wiedziałyśmy, że przeciwniczki reprezentują znacznie wyższy poziomie niż w pierwszej lidze. Każdy błąd lub zła decyzja kończy się utratą bramki. W Lidze Centralnej nie ma miejsca na słabości. Jestem jednak pewna, że z każdym kolejnym meczem będziemy pokazywać swoje atuty. Już za tydzień jedziemy do Tczewa, gdzie będziemy rywalizować z Radzyminem, Tczewem i Agrykolą Warszawa. Więc będzie okazja doszlifować naszą grę – powiedziała skrzydłowa Jutrzenki Płock Natalia Szmigielska.

Napisz komentarz
Komentarze