Reklama

Czekanie na przełamanie

Mecz z Koroną miał udowodnić, że wysoka porażka w Katowicach była jedynie wypadkiem przy pracy. Udowodnił..., że Nafciarze mają poważne problemy w grze ofensywnej.
Czekanie na przełamanie

Autor: Tv Mazowsze

W piątej kolejce PKO BP Ekstraklasy Wisła została rozbita w Katowicach przez tamtejszy GKS 5:0, chociaż z przebiegu gry na pewno nie zasłużyła na tak wysoką porażkę. Mecz z Koroną miał więc być okazją do udowodnienia, że to, co wydarzyło się w stolicy Górnego Śląska, było wyłącznie wypadkiem przy pracy.
Wisła rozegrała w tym sezonie cztery mecze, ponieważ jej pojedynek z Lechem Poznań został przełożony na inny termin. Korona dla odmiany nie rozegrała swojego pojedynku z Górnikiem. W obu przypadkach zmiana pierwotnych terminów wiązała się z występami przeciwników w europejskich pucharach.
Niebiesko-biało-niebiescy mają na koncie trzynaście wygranych ze złocisto-krwistymi, osiem remisów oraz pięć porażek. Teoretycznie liczby te przemawiały na korzyść gospodarzy, ale jak wiadomo, między teorią i praktyką istnieje niewielka i subtelna różnica.
Początek meczu należał do podopiecznych trenera Adama Majewskiego, którzy zepchnęli przyjezdnych do głębokiej defensywy. Bardzo aktywny był Said Hamulić, ale zawodnikiem, który najczęściej nękał Ksaviera Dziekońskiego, był Patryk Kun. Gdyby pomocnik nafciarzy był przy tym nieco bardziej precyzyjny…
Wisła atakowała, ale – podobnie jak w Katowicach – brakowało jej konkretów. Nie chodzi w tym przypadku wyłącznie o wykańczanie akcji celnymi strzałami, ale również o podania, które otwierałyby drogę do bramki.
Korona tymczasem zachowała się jak wytrawny pięściarz. Schowana za podwójną gardą, przeczekała początkową nawałnicę gospodarzy, po czym sama zaatakowała raz, ale do bólu skutecznie. Z prawej strony boiska piłkę w pole karne zagrał Wiktor Długosz. Płoccy obrońcy na chwilę stracili z radaru stojącego na skraju pola bramkowego Morgana Fasbendera, który skierował piłkę do siatki przy pomocy…. Zdaniem naszych graczy – ręki, zdaniem samego zainteresowanego – klatką piersiową. Prowadzący to spotkanie Wojciech Myć przychylił się – po bardzo długiej konsultacji z systemem VAR – do opinii strzelca i goście objęli prowadzenie.
Nafciarze nie załamali się utratą gola. Przeciwnie, jeszcze mocniej natarli na rywali. Efektu wciąż jednak nie było. Przy jednej z akcji w polu karnym upadł Said Hamulić, jednak sędzia uznał (po konsultacji z VAR-em), że interwencja Wiktora Długosza była zgodna z przepisami.
Druga połowa zaczęła się koszmarnie dla gospodarzy, a swoje trzy grosze dołożył do tego Wiktor Długosz, który zaliczył drugą w tym spotkaniu asystę. Tym razem dokładnym podaniem obsłużył Mariusza Stępińskiego, który podwyższył prowadzenie przyjezdnych.
Kilka minut po stracie gola trener Adam Majewski zdecydował się na podwójną zmianę. Plac gry opuścili Dion Gallapeni i Said Hamulić, a ich miejsce zajęli Olaf Kobacki i Łukasz Sekulski. Roszady w składzie nie wpłynęły jednak znacząco na obraz gry.
Srodze myliłby się każdy, kto uznałby, że przegrywająca 0:2 Wisła zrezygnuje z walki o korzystny dla siebie rezultat. Przewaga gospodarzy rosła z minuty na minutę i wydawało się, że Nafciarze muszą w końcu zdobyć kontaktowego gola. Doskonałą okazję miał Żan Rogelj, jeszcze lepszą Afonso Silva. W obu przypadkach najpoważniejszym problemem okazał się Xavier Dziekoński, który bronił jak w transie. Korona Kielce stała się kolejnym rywalem Nafciarzy, który zagrał na zero z tyłu.
Wisła Płock – Korona Kielce 0:2 (0:1)
Bramki:
Fasbender (21.) i Stępiński (49.) dla Korony
Wisła: Leszczyński – Silva, Kamiński, Haglind-Sangre – Kun, Pomorski (82. Jurić), Radwański, Rogelj – Gallapeni (56.Kobacki), Jimenez (67. Hiszpański) – Hamulic (56.Sekulski)
Korona: Dziekoński – Pięczek, Mosór, Rubezić, Długosz – Hellebrand, Remacle (75.Nono), Jakubczyk – Fassbender (85. Ciszek), Stępiński (75.Bąk), Barczak (88. Sotiriou)
Żółte kartki: Gallapeni
 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama